Związek Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP) zorganizował w Warszawie pikietę połączoną z piknikiem pod szyldem „Nasze prawo do dobrej żywności”.

Pikieta miała na celu zwrócenie uwagi polaków na problemy rolników, lokalnych producentów  i importerów żywności, problemy związane przede wszystkim z upośledzonym polskim prawodawstwem.

Jak wspomina Pan Cezary Kazimierczak przewodniczący ZPP wiele problemów udało się już rozwiązać, między innymi takie „smaczki” jak zakaz sprzedaży przez rolników obranych marchewek (ponieważ nie są już marchewkami a „produktem”…), podpisywanie umów z restauratorami na 5 pomidorów i tym podobne pomysły chorych urzędniczych umysłów.

Pan Kazimierczak stwierdza że generalnie sytuacja jest już „OK”, ale jest jeszcze wiele do zrobienia, szczególnie w szybkości wprowadzania tych lepszych zmian i usprawnień systemowych.

Pani Katarzyna Niemyjska ze Stowarzyszenia Dystrybutorów i Importerów Wina zwraca natomiast uwagę na idiotyczne przepisy dotyczące importowania wina do naszego kraju. Podobno nasz kraj jest jedynym w UE który wymaga stosowania banderol na butelkach wina, to skutkuje niemożliwością sprowadzania win wysokiej jakości w rozsądnych cenach bo producentom się to po prostu nie opłaca. Natomiast jeżeli już uda się sprowadzać jakieś wino dobrej jakości to importerzy mają do przejścia około 50 czynności administracyjnych… Witamy w post-PRL-u.

 

Z tym wszystkim jest związana jeszcze jedna ISTOTNA sprawa, która:

1) skutecznie zabija polską przedsiębiorczość

2) ogranicza wpływy do budżetu

3) obniża jakość oferowanych produktów

4) bardzo denerwuje ludzi…

…Chodzi o SANEPID.

Tak, SANEPID to instytucja rodem z najciemniejszych czasów PRL (tych złych czasów).

Każdy kto kiedykolwiek miał styczność z sanepidem, szczególnie podczas otwierania jakiejś działalności gastronomicznej, lub produkcyjnej wie dobrze o czym będzie tutaj mowa.

Oczywiście, jako Technik żywienia wiem o tej instytucji bardzo wiele, już w szkole co bystrzejsi nauczyciele mówili nam że „z Paniami z sanepidu trzeba grzecznie i z kopertą”, prawdopodobnie do dnia dzisiejszego niewiele się zmieniło.

Uciążliwe i idiotyczne przepisy tak jak były, tak są.

Dlaczego sanepid zabija przedsiębiorczość w Polsce?

Najlepszą odpowiedzią będzie porównanie systemu angielskiego z naszym polskim. Dla przykładu weźmy produkcję sosu do potraw z rusztu (celowo piszę z rusztu a nie grilla bo „Polacy nie gęsi…”).

Tak więc, załóżmy drogi czytelniku że przez lata praktyki i kuchennych kombinacji wypracowałeś sobie przepis na przepyszny sos do potraw z rusztu. Myślisz sobie, skoro znajomi tak chwalą ten mój sos to dlaczego nie zacząć by go sprzedawać, wyrwać się z „normalnej roboty” i zacząć pracować dla siebie i swojej rodziny, przy okazji robiąc coś „smacznego”?

Świetny pomysł!

I tutaj przedstawię dwa scenariusze, jeden o tym jak by wyglądało rozpoczęcie takiej produkcji w naszym kraju, oraz drugi opisujący produkcję w Wielkiej Brytanii.

Scenariusz pierwszy – Wielka Brytania (God Save The Queen!)

W porządku, masz już recepturę na przepyszny sos do potraw z rusztu i silne postanowienie stworzenia swojej marki i dotarcia do miliona klientów. W kilku krokach oto co musisz zrobić:

  1. Robisz niezbędne porządki w kuchni aby przygotować się do przechowywania składników na sos, oraz jego produkcji. Czyli kupujesz deski do warzyw, owoców, pieczywa i co tam jeszcze potrzebujesz.
  2. Wygospodarowujesz miejsce w swojej domowej lodówce (Tak, domowej! Bo działasz w swoim domu!) na półki na wszystkie półprodukty. Ważne aby były zamknięte w osobnych pojemnikach i były oznaczone datami zamknięcia oraz przydatności (każdy produkt ma swój określony termin).
  3. Planujesz wszystko w swojej domowej kuchni tak aby było bezpiecznie, na zdrowy rozsądek – bez sanepidowskich dewiacji
  4. Zgłaszasz chęć rozpoczęcia domowej produkcji w odpowiednim urzędzie i czekasz na wizytę urzędnika.
  5. Jeśli nie masz robaków w kuchni, masz osobne deski do żywności, miejsce w lodówce, pojemniki do przechowywania półproduktów i produktów dostajesz „stempel” i możesz zaczynać produkcję wspaniałego sosu do potraw z rusztu! 🙂 I sprzedawać go każdemu człowiekowi w UK jak chcesz i za ile chcesz 😉 Aha! Musisz mieć jeszcze pojemniki do szczelnego zamykania sosu, butelka z nakrętka jest w pełni wystarczająca. Firmy nie musisz rejestrować na tym etapie działalności, ale musisz prowadzić ewidencję do ewentualnego przyszłego rozliczenia z fiskusem. Wszystko w pełni legalnie.

Proste, przejrzyste i przyjazne? A jak!

To był scenariusz brytyjski, teraz przejdźmy do scenariusza post-PRL-owskiego, czyli Polskiego.

Scenariusz drugi – Post-PRL czyli Polska (Dopaść Kowalskiego!)

  1. Zastanawiasz się jak to zrobić, w domu można? W kuchni w mieszkaniu można? NIE! Nie można! Nie można po przepisy sanepidu mówią że masz sufit za nisko, że masz złą podłogę, że nie masz odpowiedniego osobnego wyciągu, że nie masz odpowiedniego oświetlenia, że twoja lodówka nie ma atestów, że twoje deski do krojenia nie mają atestów, że nie masz dwóch zlewozmywaków, że nie twoja lodówka jest za blisko drzwi, że twój sąsiad ma raka i tylko sanepid jeden wie czego jeszcze nie masz…
  2. Myślisz sobie no dobrze, to może wynajmę lokal? Tak, to jest wyjście ale kosztowne a lokal też musi spełniać wszystkie wyżej wymienione wymogi (plus z 30 innych…). Gotowy lokal spełniający wymogi będzie sporym obciążeniem finansowym na początek, nie gotowy i nie spełniający wymogów będzie wymagał dostosowania… Kosztowne. Oraz musisz zarejestrować firmę i płacić na „dzień dobry” około 500zł miesięcznie (za siebie tylko…). Zarobisz czy nie zarobisz musisz bulić bo jak nie to Morawiecki wpadnie do ciebie o 5 rano z psami i „kominiarzami” i możesz skończyć jak przedsiębiorcy z Krakmeatu i Polmozbytu (Polecam „Układ Zamknięty”).
  3. Myślisz sobie, to może podnajmę powierzchnię u kogoś w lokalu gastronomicznym na godziny? Hola hola, nie tak szybko! Po pierwsze to też jest obostrzone „specjalnymi” przepisami, po drugie ludzie u których będziesz podnajmować będą chcieli cię wygryźć z biznesu jak tylko zobaczą że idzie tobie dobrze, no chyba że są twoimi znajomymi (ale na znajomości też bym nie liczył… „Kiedy widzę że mój konkurent tonie wpycham mu wąż ogrodowy w gardło i otwieram kurek” – Ray Kroc).
  4. To może wezmę kredyt? No to też już jest jakieś wyjście, ale niestety stawia cię w dość „napiętej” sytuacji od samego początku. Ale ryzyko jest tego jednak warte (moim zdaniem), tylko pytanie czy masz odpowiednio dużo samozaparcia i wiedzy?
  5. No i na jakim etapie teraz jesteś? Cóż, jeszcze nawet nie wiesz gdzie i czy w ogóle będziesz robić i sprzedawać swój przepyszny sos do potraw z rusztu…

 

Niestety przepisy sanepidu oraz przymusowa danina ZUS skutecznie zabija wszelkie inicjatywy „młodych” przedsiębiorców. Dlaczego taki stan rzeczy wpływa negatywnie na jakość produktów na runku?

Bo jest brak OSTREJ konkurencji!

To co teraz jest to ŻADNA konkurencja. Na prawdziwe kapitalistycznym rynku 99% dzisiejszych producentów i usługodawców by nie przetrwało. To właśnie małe firmy i „głodne” rodzinne firemki są tym co powoduje że wszyscy gracze zaczynają walczyć o klienta, ciągle polepszając jakość swoich usług i produktów. Bez tej konkurencji rynek jest nijaki, a produkty są co najwyżej średniej jakości (a ceny ostro wyśrubowane).

Przykładem niech będzie Jamajczyk mieszkający w UK który w domowym zaciszu, w swojej małej, ale czystej i schludnej kuchni zaczął produkować właśnie sos do potraw, między innymi z rusztu. Gdy sos zdobył sporą popularność i potwierdził swoje szanse na osiągnięcie rynkowego sukcesu, facet postanowił wejść na „wyższy poziom” i zgłosił się do programu Dragons Den. Dobił targu z inwestorami i wprowadził produkt do sieci Tesco, sos był a może nadal jest dostępny w polskiej sieci Tesco.

Czy udałoby mu się gdyby żył w Polsce i miał sanepid na głowie?

W taki właśnie sposób zabija się ducha przedsiębiorczości w Polsce. Sanepidem, ZUS-em i innymi idiotycznymi przepisami rodem z Polski stalinowskiej (już nawet nie PRL-u bo pod wieloma względami PRL był lepszy od tego co jest dziś).

Tak więc, jeżeli macie świetny pomysł na jakiś smaczny produkt, lub na przykład dietę pudełkową (całkiem niezły biznes!), to bardzo dobrze się zastanówcie jak „ominąć” idiotyczne przepisy sanepidu, jednocześnie nie „smarując” setek złotych za podpisy na potrzebnych świstkach.

Róbcie wszystko z głową i nie dajcie sobie wmówić że na wszystko jest potrzebna zgoda sanepidu poprzedzona specjalistycznymi badaniami laboratoryjnymi. Prawda jest taka że wielu urzędników sanepidu to największe pasożyty w tym ekosystemie, co zresztą pokazują ostatnie zapowiedzi strajków.

W Wielkiej Brytanii pomimo prostych przepisów i procedur nie ma więcej zachorowań niż u nas w kraju (a na ulicach Londynu Hindusi sprzedają TONY rożnego pożywienia domowej roboty), także gadanie że sanepid jest konieczny bo musi zbadać o to i owo jest zwykłym kłamstwem i pierdzeniem w cieplutki stołek.

Powodzenia w inicjatywach!

I oby jak najwięcej nowych produktów żywnościowych powstawało z naszych polskich produktów, od polskich rolników i było kupowanych głównie przez nas Polaków.

info: wolnosc24.pl